Oblecze się we
zbroję i konia wywiedzie
I do lasa w
gęstwinę co nawiętszą jedzie,
I jeśli kogo
niemasz, w koło się obziera
I strasznym
wyciem bramę żalowi otwiera.
...
„Nie jestem
tem, czem się zdam z twarzy: już nieżywy,
Już dawno jest
pod ziemią Orland nieszczęśliwy”.
...z tego
przykładu daje się przestroga miłośnikom, aby to pewnie wiedzieli, że miłość
barziej pochodzi z rozsądku i z obierania, aniźli z jakiego niebieskiego
przeznaczenia.
Są książki,
których korzenie tkwią w tylu wcześniejszych utworach i które same sięgają
mackami swoich wpływów do takiej mnogości późniejszych, jak to się ładnie
nazywa, „tekstów kultury”, że kiedy próbuje się to ogarnąć takim dyletanckim
umysłem jak mój, natrafia się w pierwszej chwili na mur własnej bezsilności. A
przecież już sam „Orland szalony” jest gigantycznym przedsięwzięciem złożonym z
46 pieśni (każda po ok. 100 strof), pisanym przez Ariosta przez dwadzieścia lat
z okładem. Byłoby dłużej, gdyby nie to, że dalsze szlifowanie tekstu przerwała
Ariostowi śmierć w 1533 roku.
 |
Ten obraz namalowany przez Tycjana często podawany jest za portret Ariosta. Podobno jednak nim nie jest. Moja teoria jest taka, że Ariosto schował się w tym gigantycznym rękawie. |
Jak wszyscy
wiemy ze szkoły, Karol Wielki walczył z Saracenami, a najdzielniejszym z jego
rycerzy był hrabia Roland. Roland był tak mężny, że w obliczu przeważającej
siły wroga nie chciał wezwać posiłków i w związku z tym – wpierw rozsiekawszy
nieprzeliczone rzesze wrogów – poniósł śmierć w wąwozie Roncevaux.
 |
Brawo, Rolandzie. Szczere gratulacje. (Źródło) |
Na długo przed
tym jednak zakochał się bez pamięci w bosko pięknej Angelice (jak widać z
imienia, księżniczce chińskiej). Jak do tego zakochania doszło, można
przeczytać w poemacie „Orlando innamorato” Boiarda, zawiedzie się jednak ten,
kto będzie oczekiwać happy endu tej miłości. I wcale nie z powodu śmierci
Orlanda – już raczej śmierci samego Boiarda, przez co poemat pozostał
nieukończony.
W tym właśnie
miejscu do akcji wkracza Ludovico Ariosto, humanista, dyplomata, podopieczny
kardynała Hipolita d’Este i niezły szelma, który ukrywał przed światem swoje
małżeństwo, żeby nie stracić dochodów z kościelnych beneficjów.
Ariosto
postanowił dokończyć to, co Boiardo tak śmiało rozpoczął, i tak właśnie powstał
„Orland szalony”, monumentalne dzieło, w którym Orland jest tylko jednym z bardzo, bardzo licznych bohaterów.
 |
Ferrant szuka swojego hełmu w stawie, kiedy nagle zjawia mu się widmo Argalii, do którego ten hełm wcześniej należał (malował Giuseppe Cades). |
Ci liczni bohaterowie to zarówno chrześcijańscy rycerze Karola
Wielkiego, jak i Saraceni. Po stronie tych ostatnich walczy też na przykład
król Serykany („krainy gdzieś za Indiami, w Chinach leżącej”) oraz Tatar
Mandrykard – ten przysiągł, że nie będzie walczył mieczem, póki nie dostanie
tego, którym niegdyś walczył Hektor (ten z "Iliady"), a który obecnie należy do Orlanda. Są
wśród rycerzy i dwie wojujące kobiety: Bradamante wzdychająca za ukochanym i
Marfiza łapiąca za broń przy byle okazji. Jest i mag Malagizy, który dzięki
księgom ma władzę nad diabłami. Doprawdy, długo by jeszcze można było
wymieniać!
 |
Bradamante właśnie pognębiła maga Atlanta, który uwięził jej ukochanego Rugiera (chociaż zrobił to tylko po to, żeby ustrzec go od śmierci w bitwie. Rugier jest zapewne gdzieś wśród tych smerfów biegających w prawym górnym rogu. (Malował Giuseppe Cades). |
Wszyscy ci
rycerze od czasu do czasu stoczą jakąś straszliwą bitwę, w której trup ściele
się gęsto i krew leje się strumieniami, zaś w chwilach wolnych jeżdżą sobie po
świecie i:
walczą z magami latającymi na hipogryfach,
ratują dziewice złożone w
ofierze morskim potworom,
 |
Rugier uratuje Angelikę, ale "orki" nie zabije. Dokona tego dopiero Orland, spuszczając się na linie wgłąb jej gardzieli i kłując ją od środka. (Filippo Napoletano) |
zabijają olbrzymów, którzy zrastają się nawet po
rozczłonkowaniu,
dadzą się uwieść czarownicom,
 |
Alcyna opętała Rugiera i skłoniła go, by porzucił zbroję na rzecz czerwonego szlafroka. Hańba! (Rutilio Manetti) |
odznaczają się na
turniejach,
słuchają przepowiedni Merlina,
przepędzają harpie dręczące
etiopskiego króla,
 |
Astolf przegania harpie prosto do piekła (drzeworyt z wydania Zoppina). |
czynią spustoszenie na wyspie Amazonek,
przez pomyłkę
ścinają głowy kobietom, których pożądają
 |
Obrazek 1: Rodomont uprowadza Izabellę (która jest w żałobie po śmierci ukochanego Zerbina). Przy okazji zabija pustelnika (w tekście rzucił nim trzysta metrów dalej). Obrazek 2: Izabella wmawia Rodomontowi, że szykuje magiczną miksturę, dzięki której żadne żelazo nie będzie się go imać. Rodomont upija się po raz pierwszy w życiu. Obrazek 3: Izabella posmarowała się trefną miksturą i namówiła Rodomonta, by wypróbował na niej swój miecz. W ten sposób umknęła jego żądzy i poszła prosto do nieba XD |
|
i mają wiele innych pociesznych
przygód, opisanych zgodnie ze stosowaną już przez Chrétiena de Troyes techniką entrelacement, czyli przeplatania się wątków
i przeskakiwania od jednego bohatera do drugiego.
Wszystko to
okraszone jest jeszcze interwencjami samego Boga, który posyła Michała
Archanioła na poszukiwanie Niezgody, żeby zesłać ją na Saracenów (Niezgoda
znajduje się, ku zaskoczeniu Michała, w klasztorze, gdzie spodziewał się raczej
zastać Milczenie), oraz peanami Ariosta na cześć rodu d’Este, dzięki którym
miał co jeść.
 |
Jurny Rygier chce nagrody za uratowanie Angeliki przed morskim potworem. Będzie musiał obejść się smakiem, bo Angelika zaraz użyje magicznego pierścienia, dzięki któremu stanie się niewidzialna i mu ucieknie. (Malował Montelatici Francesco, zwany Cecco Bravo). |
 |
Tu właśnie ucieka. (Giuseppe Bergomi) |
Orland wędruje
i bohateruje jak wszyscy. Zamiast siedzieć przy Karolu Wielkim (czy też Karle,
jak nazywa go polski tłumacz) szuka ukochanej Angeliki. Nie jest w tym
odosobiony; chińską księżniczkę posiąść pragnie u Ariosta właściwie każdy
zdrowy na ciele mężczyzna, a nawet i ci, którym zdrowia nie starcza (jak pewien
lubieżny pustelnik).
 |
Jako zboczeniec Rubens wybrał oczywiście ten motyw z "Orlanda". Nota bene w książce Angelice wcale nie jest do śmiechu. |
Angelika zaś nie chce żadnego z nich i bez przerwy ucieka,
aż do czasu, gdy zakocha się w saraceńskim wojowniku o anielskiej urodzie,
Medorze.
 |
Angelika przy pomocy ziół leczy rany Medora. W rogu mało subtelny amorek już mierzy w jej serce. (Matteo Rosselli). |
Bardzo dużo
jest obrazów inspirowanych miłością Angeliki i Medora – może dlatego, że temat
ten stanowi dobrą wymówkę, by przedstawić sielankową scenerię i ludzi na
golasa. To, jak kochankowie wypisują swoje imiona na drzewach, dowodzi
natomiast, że wandalizm istniał zawsze.
 |
Nie wiem, co zamierza zrobić putto w lewym dolnym rogu. (malował anonim). |
Te właśnie
napisy napotyka na swej drodze Orland. Zrozpaczony i upokorzony tym, że
Angelika zamiast niego wybrała jakiegoś saraceńskiego kmiotka, traci rozum,
zdziera z siebie zbroję i tocząc pianę z ust, wyrywa drzewa z korzeniami, urywa
ludziom głowy i kończyny oraz wlecze za sobą zajeżdżonego na śmierć konia.
 |
Orland dowiaduje się, że Angelika oddała bransoletkę od niego wieśniaczce. Cierpi. (Benjamin West). |
|
 |
A tutaj już oszalał. (Arnold Bocklin). |
Trzeba będzie,
by inny rycerz, Astolf, w towarzystwie św. Jana wsiadł do płonącego wozu, który
swego czasu zabrał do nieba Eliasza, i poleciał aż na Księżyc, gdzie oprócz
krzątających się Parek i rzeki zapomnienia znaleźć można wszystko, co się
zgubiło. Jest tam również rozum Orlanda w starannie podpisanej butelce, który
następnie Astolf musi zaaplikować szaleńcowi drogą inhalacji przez nos, w ten
sposób przywracając mu zmysły.
 |
Astolfo leci na księżyc. (malował Vincenzo De Barberis). |
I to
streszczenie wątku Orlanda chyba najlepiej opisuje całe dzieło: cudowny,
feeryczny kocioł wątków antycznych, arturiańskich i karolińskich, opisanych z
ironiczną wręcz swadą i przesadą. Nie ma tu miejsca na półśrodki. Kiedy
Izabella opłakuje zabitego Zerbina, to robi wszystko, by umrzeć wkrótce po ukochanym. Kiedy Saracen Rodomont wpada
do oblężonego Paryża, to w pojedynkę morduje pół populacji i burzy ćwierć
zabudowań. Kiedy Marfiza się wścieka, bo jakiś rycerz miał czelność wyśmiać
brzydotę podróżującej z nią staruszki, to w trymiga zrzuca go z konia (a potem
każe towarzyszce pokonanego zamienić się na ubrania z wyśmianą staruszką).
 |
Marfiza zwycięska. Każdy pretekst do namalowania gołej kobiety jest dobry. (Eugene Delacroix). |
I nadludzkie
wyczyny, i aż nazbyt ludzkie słabostki Ariosto traktuje z lekkim dystansem, z
przymrużeniem oka, które jednak nigdy nie prowadzi do otwartej drwiny czy parodii.
To nie jest „Don Kichot”. W „Orlandzie” kryje się wręcz odrobina nostalgii za
czasami rycerskiej chwały.
To były bowiem
czasy sprzed wynalezienia broni palnej (którą Ariosto wprost nazywa największym
nieszczęściem ludzkości, a przeciwko jej twórcy – nikczemnikowi gorszemu od
Judasza – wygłasza całą tyradę).
To były czasy,
gdy Syryjczycy nosili zupełnie takie same zbroje jak rycerstwo zachodnie, bo
Ziemia Święta była przecież w rękach chrześcijańskich (nie to co teraz, kiedy
europejscy książęta żrą się między sobą, zamiast swoje militarne wysiłki
obrócić na zbożny cel).
To były czasy,
gdy kobiety mogły swobodnie podróżować bez eskorty, a w dodatku zdarzały się
wśród nich takie perły odwagi jak Bradamante i Marfiza oraz takie wzory
wierności i szlachetności jak Olimpia czy Izabella (chociaż kobiety zawsze są wspaniałe,
mimo wstrętnych pomówień różnych mizoginów, a niektóre z nich stanowią
niedościgłe ideały we wszystkich dziedzinach, słyszysz, Izabello d’Este?
Słyszysz? Nazwałem jedną z postaci na twoją cześć, chyba zasłużyłem na
protekcję?).
 |
Olimpia porzucona przez niecnego Birena, dla którego całe jej królestwo poszło na zatracenie. (Giuseppe Cades). |
Czarująca jest
nieskrępowana baśniowość. Czarujące są wszystkie moralizujące wstawki, które we
współczesnym utworze byłyby nie do zniesienia – nie wyobrażam sobie książki, w
której każdy rozdział rozpoczyna się od noty zatytułowanej „Alegorie”, w której
autor objaśnia z powagą, że na przykładzie postaci X widać, że cnotę nawet we
wrogu należy miłować albo że Bóg zawsze mści złamane przysięgi.
Prawda, są w „Orlandzie”
również epizody, które budzą mieszane uczucia.
 |
Fiordispina zakochuje się w Bradamancie, po czym orientuje się, że to kobieta. Bradamante nie jest zainteresowana, ale ma bardzo podobnego brata Ricciarda, który usłyszawszy całą historię, jedzie do Fiordispiny. Podaje się za własną siostrę i twierdzi, że nimfa dorobiła mu penisa. Fiordispina jest uszczęśliwiona. (malował Guido Reni). |
Prawda, że polskie tłumaczenie
Piotra Kochanowskiego (bratanka Jana K.) najpewniej nie dorasta do pięt
oryginałowi. Prawda, że peany na cześć Estów to wedle współczesnej miary
zwykłe lizusostwo, niedopuszczalne w epoce, gdy uważa się, że artysta powinien
być niezależny i służyć wyłącznie sztuce. Prawda, że pogłębione portrety
psychologiczne to nie ten adres.
 |
Wiedźma Melissa pokazuje Bradamancie widma jej potomków z rodu Este (rysował anonim). |
Patrzę z
intelektualnych wyżyn swojej zarozumiałej epoki i dziwię się: to na początku
XVI wieku, gdy nikt nie słyszał o politycznej poprawności, Saraceni mogli być
heroiczni, honorowi i piękni, mimo wiary w „fałszywego Mahometa”? To wtedy były
postacie walecznych kobiet ciekawsze niż w sporej części współczesnego
popularnego fantasy? To wtedy byli tacy narratorzy, żartobliwi i
(auto)ironiczni, ale gdy trzeba, potrafiący zagrać na prawdziwych,
dramatycznych uczuciach? Były takie historie, które oślepiają blaskiem, a
mimochodem i z wdziękiem potrafią dać do myślenia, przede wszystkim o
stosunkach damsko-męskich?
I wreszcie
dochodzę do wniosku oczywistego, choć tak często przeze mnie zapominanego:
dobra literatura była zawsze. Nie jest wymysłem wieku XX ani nawet XIX.
I to jest
wspaniałe. Wspaniałe jest to, że Ariosto napisał swojego „Orlando furioso”.
Wspaniałe jest to, że Piotr Kochanowski go przetłumaczył, a Jan Czubek wydał w
całości w 1905 r. Wspaniałe jest wreszcie to, że poemat zainspirował tylu
innych artystów – przede wszystkim Händla, którego opery „Ariodante”, „Alcina”
i „Orlando” w ogóle nakłoniły mnie do przeczytania książki. Zwłaszcza „Ariodante”,
który przez całą ponurą zimę był promyczkiem utrzymującym mnie przy życiu.
Trudno było
wybrać jakiś zgrabny cytat na zakończenie, bo „Orlando szalony” niemal cały się
składa ze zgrabnych cytatów, więc po długich deliberacjach dam fragment
filipiki przeciwko broni palnej:
Jakoś, o niecnotliwy, przeklęty wymyśle,
Nalazł miejsce w człowieczem sercu i umyśle?
Przez cię rycerska sława i chwała spodlała,
Przez cię każda przewaga beze czci została;
Przez cię dzielność w swej słusznej cenie
nie zostawa,
Przez cię się za dobrego często zły udawa.
Męstwo więcej na place przez cię – żal się,
Boże! –
I serce śmiałe stanąć na próbie nie może
[...]
Przeto i teraz twierdzę, com rzekł, że od
wieka
Gorszego i sroższego nie było człowieka
Nad tego, który naprzód wymyślił swą głową
Przeklętą broń i srogą strzelbę piorunową.
I ja tak o niem trzymać i rozumieć muszę,
Że Bóg jego przeklętą, potępioną duszę
W piekle nagłębiej zawarł z Judaszem, gdzie
za tę
Subtelność swoję godną odbiera zapłatę.
Święte słowa.
 |
Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci. (Gustave Dore). |